wtorek, 18 września 2012

Green roof czyli zielony dach

Ci, którzy interesują się architekturą nowoczesną i urządzaniem domu wiedzą, że ostatnio szał robią produkty ekologiczne. Produkty z naklejką eco znajdują wielki rynek zbytu, mimo swej ceny. Wszelkiego rodzaju kolektory słoneczne i inne urządzenia odpowiadające na potrzeby dzisiejszego wyraźnie odcinającego się trendu samowystarczalności i życia w zgodzie z naturą są na samym topie i znajdują wielkie zainteresowanie wśród odbiorców.

Jedną z takich nowinek są zielone dachy (tzw. Green Roofs). Są to pokrycia dachowe, które stanowią poszycie roślinne najczęściej rośliny trawiaste. Jest to ekologiczny sposób na utrzymanie temperatury w domu i uczynienie budynku tzw. "eco-friendly", jednakże zainstalowanie takiego poszycia jest bardzo drogą imprezą, ponieważ poszycie składa się z wielu warstw izolacyjnych. Niemniej jednak jest to ciekawostka w świecie ekologii a także nowoczesnego budownictwa, ponieważ zielone dachy często są stosowane w budowlach typu modernistycznego.

Zalety zielonych dachów:
  • Izolacja cieplna,
  • Oszczędność energii,
  • Dodatkowa przestrzeń użytkowa,
  • Trwałość pokrycia, odporność na uszkodzenia i ogień,
  • Bariera akustyczna,
  • Zatrzymanie dużej części wód opadowych,
  • Czystość środowiska,(dach tworzy dodatkową powierzchnię absorbującą szkodliwe substancje i wytwarzającą tlen)

Oto kilka ciekawych przykładów zielonych dachów:



source: buildipedia.com



source: gliving.com



source: cohabitat.net


nakedrealestate.com

poniedziałek, 17 września 2012

Czytamy: Paulo Coelho "11 minut"

Książkę pożyczyłam od koleżanki w nadziei, że przeczytam fascynującą książkę pełną ciekawych scen. Słyszałam dużo wcześniej o tej książce, w dodatku dużo dobrych opinii, niestety jednak z tymi opiniami zgodzić się nie mogę.

Muszę z przykrością stwierdzić, że na tej książce rozpoczęła się i zakończyła moja przygoda z Paulo Coelho. Książka nie zafascynowała mnie, nie odkryła przede mną prawd w temacie kontaktów damsko-męskich, z postaciami nie udało mi się zidentyfikować i nie było w tej książce nawet smaczków w postaci ekscytujących scen. Nic z tych rzeczy.

Była to wyssana z palca historia, w której nic, absolutnie nic mi się nie podobało. Główna bohaterka to ostatnia osoba na ziemi, z którą mogłabym się identyfikować. Pozostali bohaterowie - równie mało fascynujący i mało przekonywujący. Gdy czytałam tą książkę (a było to już jakiś czas temu) pamiętam, że czułam jakiś wstręt do głównej bohaterki. Chyba to zaważyło na mojej ocenie tego rzekomego bestsellera.

Nikt jednak nie otrzymuje tylko jednej szansy. Ale Coelho wszystkie je zmarnował. Może po prostu facet nie powinien pisać o przemyśleniach kobiety, która wynosi się na inny kontynent i zostaje prostytutką? Myślę, że to może być clue dlaczego ta książka jest nieudana. W powieści mnóstwo było filozofowania. Autor chciał prawdopodobnie pomóc nam zrozumieć jakieś życiowe prawdy na podstawie tej historii. Nic z tego do mnie nie dotarło. Końcówka historii bardzo mnie zawiodła - była żałosna i banalna. To właśnie zakończenie powinno nieść za sobą jakieś przesłanie i  przez cały czas czytania myślałam, że ono zaważy na mojej ostatecznej opinii o tej historii. Końcówka była dla mnie jak bardzo niesmaczny deser po średnim obiedzie - pozostawiła po sobie niesmak.

Jeśli kiedykolwiek mieliście pomysł sięgnąć po tę pozycję radzę od razu - darujcie sobie i poświęćcie czas na coś bardziej wartościowego.

PS. Po chwili głębszego zastanowienia stwierdzam, że chyba tego typu literatura nie jest dla mnie. Może inni znajdą w niej coś, czego ja nie widziałam? Chętnie posłucham odmiennych opinii. 



Source: http://swingofemotions.pinger.pl

Muzyka: Chillout Sessions, On the Beach - moja playlista na plażę

Dziś chciałabym podzielić się z Wami listą utworów, które słucham w gorące lato leżąc na leżaku lub gdy, tak jak teraz dopada mnie nostalgia za odchodzącym latem. Słuchając te utwory możesz w każdej chwili znaleźć się duchem w jakimś ciepłym, pięknym miejscu, możesz słyszeć i widzieć zmysłami wyobraźni szum morza, spienione grzywy fal, chodzić po ciepłym miękkim piasku. To nie tylko metoda na wspomnienia zachowane z wakacji ale także fantastyczny relaks.

Uwielbiam muzykę chillout lub lounge, w której słychać dźwięki gitary. Ja nazywam ją "wyspiarską gitarą", bo nieodmiennie kojarzy mi się z nutami przygrywanymi na tropikalnych wyspach na instrumencie gitaro-podobnym. (pewnie ma on swoją nazwę, muszę poszukać). Tymczasem zapraszam Was do słuchania i komentowania:




1. Chillwalker - "Costa del Sol"
2. DJ Siete - "Pura Vida"
3. Floating Clouds - "Sun and water (long cut)"
4. Primavera - "Playa del Sol (short guitar mix)"
5. Mylo - "Zenophile"
6. Sunlounger - "Lumumba (chillout mix)"
7. Jaime Torres - "El Humahuaqueno"
8. Calido - "El Calor (patrick marsh chill out mix)"
9. Credo- "La Guitarra (short dreamlake mix)"
10. Coco Steel & Love Bomb - "Sunset"
11. Evan London - "Desire (Domenico Cascarino & Luca Lombardi Chillout Mix)"
12. Chicane - "Offshore"
13. Blank and Jones - "Lullaby (Les Yeux Fermes)"
14. In Credo - "Siesta del sol (laid back summer cut)"
15. Guitar Sensation - "On The Beach"



fot. by Jackie Watson

piątek, 14 września 2012

Czytamy: Lauren Weisberger "Diabeł ubiera się u Prady"

Barwny i inspirujący film "Diabeł ubiera się u Prady" skłonił mnie do przeczytania książki pod tym samym tytułem, będącej pierwowzorem przygód młodej absolwentki dziennikarstwa szukającej pracy w "mieście, które nie śpi". W filmie szczególne wrażenie zrobiła na mnie oczywiście ... moda. Muszę przyznać, że interesuję się trendami i bardzo lubię oglądać wszelkie nowinki odzieżowe. Kilka lat temu kiedy pierwszy raz obejrzałam film, stylizacje bohaterek powaliły mnie. Oglądając film raz jeszcze, ostatnimi czasy, stwierdzam że jest to artystyczne cacko. Estetyka na najwyższym poziomie. Nie zapominajmy jednak, że poza ukazywaniem tych wszystkich wspaniałych kreacji, które przyprawią o lekkie ukłucie zazdrości każdą kobietę, film ma swoją fabułę i przesłanie do widzów. Jakie jest prawdziwe sedno historii z tak bogatą, szykowną i piękną otoczką?

Andrea Sachs jest absolwentką dziennikarstwa. Szuka pracy, która dałaby jej możliwość pisania w przyszłości ciekawych artykułów dla najlepszych nowojorskich tytułów. Nieoczekiwanie jednak przyjmuje posadę jako asystentka redaktorki miesięcznika "Runaway", będącego najbardziej prestiżowym magazynem o modzie. Jej praca nie ma nic wspólnego z dziennikarstwem, jednak dziewczyna wie, że po roku spędzonym na tym stanowisku będzie miała dojścia praktycznie wszędzie. Jakkolwiek krótki wydawałby się okres rocznego stażu w "Runaway", Andrea wkrótce przekonuje się, że nie wytrzyma długo pracy dla swojej nowej, despotycznej i chimerycznej szefowej. Mimo wszystko dziewczyna zaciska zęby próbując przetrwać w nowym, ukierunkowanym na zupełną powierzchowność środowisku. Niedługo dociera do niej jednak, jak wiele prawdy jest w przysłowiu "Z kim przestajesz, takim się stajesz".  

Lauren Weisberger "Diabeł ubiera się u Prady"

Mimo powierzchowności, która bezustannie przytłacza nas w czasie zagłębiania się w historię napisaną przez Lauren Weisberger, powieść "Diabeł ubiera się u Prady" niesie za sobą całkiem mądre przesłanie. Nie warto wyrzekać się siebie, swoich przyjaciół i swojego życia dla kilku krótkich, ulotnych chwil w błysku fleszy i dla złudnego poczucia bycia elitą i kimś lepszym. Szczęścia bowiem nie dadzą żadne, nawet najpiękniejsze i najdroższe spodnie Versace czy suknie Prady, kiedy człowiek czuje się opuszczony przez wszystkich.

Film znacznie różni się od fabuły książki. Jest zdecydowanie ciekawszy choć, jak się pewnie domyślacie, podkolorowany pod publikę. Otóż jest spektakularne zakończenie i są pełne nerwów i rozmachu sceny podejmowania najważniejszych decyzji. Książka jest bardziej życiowa. Faktycznie dobrze oddaje realia pracy dla diabelskiej szefowej, jednak przez to staje się dosyć ciężka w odbiorze. Powtarzające się, denerwujące czynności, które musi wykonać Andrea spowalniają tempo rozwoju fabuły. No i oczywiście opisy nie oddają piękna ubrań jakie możemy podziwiać w filmie.

Podsumowując: książka to lekka historia, która mimo ciekawego pomysłu na morał, nie wykorzystała swojego potencjału. Nie podobała mi się. Film mimo wyczuwalnego, typowo amerykańskiego rozwoju akcji i zakończenia, polecam o wiele bardziej jako może ciut banalną, aczkolwiek przyjemną rozrywkę.

Żeby raz jeszcze nacieszyć oko wspaniałymi kreacjami prezentuję krótki przegląd stylizacji jakie w filmie miała na sobie odtwórczyni głównej roli, Anne Hathaway:
 






sources: huffingtonpost.com, fabsugar.com, shoppegirls.blogspot.com, http://cindycatwalk.wordpress.com, channele.pinger.pl

The devil wears prada, source: impawards.com

Le diable s' habille en Prada, source: impawards.com

El diablo viste a la moda, source: impawards.com

poniedziałek, 10 września 2012

Czytamy: Bartosz Gardocki "Oczy Wuja Sama"

Dziś przedstawiam kolejny reportaż z podróży po USA - "Oczy Wuja Sama" autorstwa młodego absolwenta dziennikarstwa z Warszawy, Bartosza Gardockiego.

"Oczy Wuja Sama"to ciekawy reportaż, w którym autor opisuje swoją wyprawę na zachód tego rozległego kraju. Z Nowego Yorku przenosimy się do Kalifornii, nad piękne jezioro Tahoe, gdzie autor podejmuję pracę w miejscowym kasynie. Wraz z nim poznajemy i obserwujemy ciemną stronę amerykańskiego społeczeństwa. W takim miejscu jak kasyno możemy z łatwością natknąć się na interesujące jednostki, ale też (a może raczej przede wszystkim) na typków spod ciemnej gwiazdy. Zblazowani milionerzy; roztrwaniające resztki swojego majątku, pełnoetatowe hazardzistki i alkoholiczki, których nawet sędziwy wiek nie mógł wyleczyć z nałogów; siejący postrach wśród turystów (głównie makabrycznym zachowaniem) chorzy psychicznie; pozbawieni wiary i chęci do życia, nie potrafiący ponownie przejść procesu socjalizacji weterani wojenni i wiele innych osób. Autor opowiada nam o panujących tam realiach, o przyrodzie, o środkach komunikacji, a także o działaniach miejscowej policji stanowej. Wkrótce po zanurzeniu się w tym oceanie nowości Bartosz Gardocki zabiera nas w dalszą podróż. Przenosimy się najpierw do San Francisco, następnie zwiedzamy Parki Narodowe (Yosemite, Zion, Yellowstone, Death Valley, Colorado itp.) przejeżdżając przez 10 stanów (Kalifornia, Nevada, Utah, Idaho, Wyoming, Montana, Południowa Dakota, Nebraska, Kolorado i Arizona). Przez cały czas poznajemy opowiedzianą w bardzo ciekawy sposób historię Ameryki oraz otaczającą nas przyrodę, która wraz z pokonywanymi kilometrami zmienia się diametralnie. 

Bartosz Gardocki "Oczy Wuja Sama"

Reportaż bardzo mi się podobał. Wpłynęły na to bardzo ciekawe opisy, barwny język autora i piękne zdjęcia. Mimo opisu na okładce, wiem i czuję z każdą przeczytaną stroną, że autor kocha ten kraj i zachwyca się jego wspaniałością. Każda zmiana otoczenia jest dla niego inspiracją, którą podsyca słuchając pasującej do danej chwili i do danego miejsca muzyki. Wśród zachwytów przeplatają się też wspomnienia i odniesienia do znanych z filmów i  książek obrazów Ameryki. 

Sposób pisania Bartosza Gardockiego bardzo do mnie przemówił. Jest to język młodego, zainteresowanego światem, pełnego entuzjazmu człowieka. Jako osoba równie zainteresowana podróżami i będąca w podobnym wieku, w pewien sposób odnajduję w Bartku swojego kumpla. Czytając reportaż czułam się jakbym sama była w USA i razem z nim przemierzała tysiące kilometrów w poszukiwaniu przygód. Bardzo polecam!

Zachęcam również do przeczytania recenzji reportażu Doroty Warakomskiej - "Droga 66"